Ostatnio przypomniał mi się tekst, ktory czytaliśmy na polskim w pierwszej klasie LO. Jego tytuł - "Człowiek oralny i człowiek typograficzny" wzbudzał w nas śmiech przez długie tygodnie. Uśmiałam się na to wspomnienie. Eh hormony szalały, jak teraz mojemu rodzeństwu. Czy na serio też taka zabawna byłam te 3-4 lata temu? Chociaż, wydaje mi się, że najgorzej za mną było jakieś 5 lat wstecz, w okolicach II klasy gimnazjum. Czego ja tam nie robiłam...
A teraz jeszcze zostały mi z matury całe dwa ustne egzaminy. Jutro polski, we wtorek angielski. Jakoś nie czuję się zdenerwowana, boję się tylko, że panika przyjdzie, kiedy już wejdę na salę i będę miała zacząć mówić. Inna opcja - panika nocna, ale na to mam sposób... Mam mojego misiaka! I się nie boję ;) (bo Bartuś tak fajnie grzeje w nocy). I tak do piątku, aż wróci babcia.
A swoją drogą, to jakiś kosmos - ludzie mówią o jakiś kartkówka, sprawdzianach, osiemnastkach! Dla mnie to brzmi jak prehistoria. Jakoś chyba dużo się ostatnio po prostu działo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2010
(59)
- ► października (4)
-
►
2009
(109)
- ► października (12)

1 komentarz:
damy rade
damy rade...
damy rade?
dajmy rade...
Prześlij komentarz