Mogłabym napisać notkę pełną wzniosłych słów, zachwycać się moim aktualnym położeniem... ale siedzzę obok dwóch facetów, w tle gra telewizja i zdecydowanie nie jest to atmosfera, która sprzyja natchnionym wypowiedziom. Wystarczy chyba, że wspomnę o tym, co przyniósł ten tydzień.
Filologia serbsko-chorwacka. Od października to najwidoczniej będzie część mojego życia. Początkowo byłam przerażona i wściekła na siebie. Dopiero we wtorek (wyniki były w poniedziałek) zaczęłam dostrzegać plusy swojego położenia - przede wszystkim DOSTAŁAM się na studia, co wielkiej liczbie moich znajomych się nie udało. W środę naprawdę zaczęłam się cieszyć z tego, że jest to filologia serbsko-chorwacka, a nie polonistyka (jestem 244 na 200 miejsc ;)). Zaczęłam przeglądać wreszcie strony uamu w poszukiwaniu głębszych informacji i to co znalazłam, naprawdę mnie usatysfakcjonowało.
I mimo złożenia odwołania na wschodoznawstwo, pewnie się nie dostanę.
Skończyłam pierwszą pracę i dostałam pierwszą wypłatę. Whoa! Wnioski - nigdy więcej pracy w typie "kolportaż prasy bezpłatnej". Po 2 miesiącach miałam tego serdecznie dosyć. I w ostatnim dniu stwierdziałam, ze nie będę się oszczędzać i nawrzeszczalam na kilka osób, m.in. kierowcę pksu, który zatrąbił mi do ucha, kiedy stałam dostałownie 3 metry od niego, byłam nieuprzejma i robiłam krzywe miny do wszystkich, którzy nie raczyli mi powiedzieć "dziękuję", "poproszę" lub w ogóle traktowali mnie jak powietrze. I oczywiście zwróciłam uwagę starszemu facetowi, że nawet on powinnien korzystać ze słów "dziękuję" i "poproszę".
A po powrocie do domu znalazłam na koncie wypłatę ;).
I stacjonuję w Toruniu ^^
W sobotę ruszyliśmy do Malborka, na oblężenie. Do zamku niestety nie weszliśmy - po przeliczeniu ilości ludzi w kolejce, doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu wchodzić do zamku na jakieś 30 minut.
Ale oblężenie... to zaraz. Nigdy w życiu nie otaczał mnie tłum o tak niskiej średniej inteligencji. Może jestem niesprawiedliwa, ale miałam wrażenie, ze otacza mnie tylko tępota i potrzeby najniższego rzędu.
Na szczęście widowisko odłączyło mnie od tłumu. Warto było jechać te dwieście prawie kilometrów! Kilkanaście bractw rycerskich, konie, światła, ogień, huk! Może i historia w pigułce i może nie do końca chwalebna i zwycięska (to nie Grunwald w końcu) ale myślę, że atrakcyjna i rozbudzająca zmysły. Przynajmniej moje, ale ja jestem odrobinę zboczona pod tym względem ;)
Dodajmy do tego 4 godziny czekania na dworcu w Malborku (pociąg powrotny 3.13), trochę snu na ławce, i przespanie stacji Toruń Wschodni, na której mieliśmy wysiąść...
Filologia serbsko-chorwacka. Od października to najwidoczniej będzie część mojego życia. Początkowo byłam przerażona i wściekła na siebie. Dopiero we wtorek (wyniki były w poniedziałek) zaczęłam dostrzegać plusy swojego położenia - przede wszystkim DOSTAŁAM się na studia, co wielkiej liczbie moich znajomych się nie udało. W środę naprawdę zaczęłam się cieszyć z tego, że jest to filologia serbsko-chorwacka, a nie polonistyka (jestem 244 na 200 miejsc ;)). Zaczęłam przeglądać wreszcie strony uamu w poszukiwaniu głębszych informacji i to co znalazłam, naprawdę mnie usatysfakcjonowało.
I mimo złożenia odwołania na wschodoznawstwo, pewnie się nie dostanę.
Skończyłam pierwszą pracę i dostałam pierwszą wypłatę. Whoa! Wnioski - nigdy więcej pracy w typie "kolportaż prasy bezpłatnej". Po 2 miesiącach miałam tego serdecznie dosyć. I w ostatnim dniu stwierdziałam, ze nie będę się oszczędzać i nawrzeszczalam na kilka osób, m.in. kierowcę pksu, który zatrąbił mi do ucha, kiedy stałam dostałownie 3 metry od niego, byłam nieuprzejma i robiłam krzywe miny do wszystkich, którzy nie raczyli mi powiedzieć "dziękuję", "poproszę" lub w ogóle traktowali mnie jak powietrze. I oczywiście zwróciłam uwagę starszemu facetowi, że nawet on powinnien korzystać ze słów "dziękuję" i "poproszę".
A po powrocie do domu znalazłam na koncie wypłatę ;).
I stacjonuję w Toruniu ^^
W sobotę ruszyliśmy do Malborka, na oblężenie. Do zamku niestety nie weszliśmy - po przeliczeniu ilości ludzi w kolejce, doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu wchodzić do zamku na jakieś 30 minut.
Ale oblężenie... to zaraz. Nigdy w życiu nie otaczał mnie tłum o tak niskiej średniej inteligencji. Może jestem niesprawiedliwa, ale miałam wrażenie, ze otacza mnie tylko tępota i potrzeby najniższego rzędu.

Na szczęście widowisko odłączyło mnie od tłumu. Warto było jechać te dwieście prawie kilometrów! Kilkanaście bractw rycerskich, konie, światła, ogień, huk! Może i historia w pigułce i może nie do końca chwalebna i zwycięska (to nie Grunwald w końcu) ale myślę, że atrakcyjna i rozbudzająca zmysły. Przynajmniej moje, ale ja jestem odrobinę zboczona pod tym względem ;)
Dodajmy do tego 4 godziny czekania na dworcu w Malborku (pociąg powrotny 3.13), trochę snu na ławce, i przespanie stacji Toruń Wschodni, na której mieliśmy wysiąść...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz