poniedziałek, 20 października 2008

życie.

Wokół mnie pełno kontrastów. Bartek żali się, że ma dość moich huśtawek nastroju, ale tylko w zeszłym tygodniu działo się tyle, że chwilami nie wiedziałam już która informacja jest ważniejsza, czy cieszyć się czy płakać.
Rodzina:
- mama wyszła ze szpitala, trochę nielegalnie, bo wypisu jeszcze nie ma. wiadomo już, że ma dwa dyski uszkodzone i może sama zadecydować czy operować już, czy poczekać aż zacznie się coś poważniejszego dziać - kiedy dojdzie do porażenia, kiedy nie będzie mogła już chodzić. A przynajmniej ja tak to zrozumiałam.
- Asia ma znowu coś z palcami, tym razem złamanie bez przemieszczenia. Po cichu wszyscy się zastanawiają czy nie zrobić jej badań na gęstość kości lub coś w tym stylu.

Przyjaciele:
- nie udało mi się spotkać ani z Werą, ani z całą moją starą ekipą. I... tęsknię.
- K. trafiła do szpitala, z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Dzisiaj zadzwoniła do mnie, zapłakana i okazało się, że to nie jest jej jedyny problem. Znów życie uczuciowe jej się posypało i bardzo jej współczuję z tego powodu. Nikomu nie życzę dowiedzenia się o zdradzie i to od osoby trzeciej, która "powiedziała za dużo". Mogę na K. narzekać, ale bardzo jej współczuję i boli mnie, że ona jest w Wa-wie, że nie mogę jej przytulić, pocieszyć. Obiecała, że jak tylko ją wypuszczą to przyjedzie do mnie, do P-nia. A tu dla niej jest zawsze miejsce, w moim wielkim łóżku, ze mną gotową do głaskania po ręcę w nocy ;)
- Wera została ciocią ;) Niesamowicie radosna nowina i ślę kolejny raz gratulacje! I nie mogę się doczekać większej ilości zdjęć!

Ja:
staram się utrzymać namiastkę równowagi. Dobrze, że chociaż od wtorku do soboty będę miała Bartka u siebie (babcia wyjeżdza), będę spokojniej spać.

Brak komentarzy: