sobota, 2 maja 2009

drewno

cały tydzień pełen nadziei, euforii i uśmiechu. a oczekiwany piątek zakończył się wiadrem wody na głowę.
przynajmniej mogłam się wyszaleć tnąc gałęzie. jestem cała podrapana, ale usatysfakcjonowana w jakimś stopniu - nie byłam taka bezproduktywna a i robiłam coś, co nie wymagało wielkich rozmyślań. fajnie, że mogłam na osobności (i na poważnie!) porozmawiać z S. szkoda tylko, że do swoich mądrości dot. facetów nie dodał jeszcze wzoru interpretacji. bo sama nie wiem - traktować to ogólnie, czy były to wynurzenia dotyczące konkretnego przypadku.
nic już nie wiem.
a jeśli ktoś zapyta o podryw, to mogę powiedzieć, że wyszłam z wprawy. oj, tak.

ale... przynajmniej mam przyjaciół.
i to jest piękne.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ano piękne^^
i z tym wychodzeniem z wprawy to nie przesadzaj...

Vera pisze...

nie jedno takie i wieksze wiadro na Ciebie spadnie.
Życie ma to do siebie, że jeśli się jest szczęliwym z wolności to też szczęśliwie się za to obrywa.. ;]

ale... co nas nie zabije to nas wzmocni

mieko pisze...

wyszlas z wprawy? pfff :P gdybys wyszla z wprawy to ja bym dala rade zasnac xD