cały tydzień pełen nadziei, euforii i uśmiechu. a oczekiwany piątek zakończył się wiadrem wody na głowę.
przynajmniej mogłam się wyszaleć tnąc gałęzie. jestem cała podrapana, ale usatysfakcjonowana w jakimś stopniu - nie byłam taka bezproduktywna a i robiłam coś, co nie wymagało wielkich rozmyślań. fajnie, że mogłam na osobności (i na poważnie!) porozmawiać z S. szkoda tylko, że do swoich mądrości dot. facetów nie dodał jeszcze wzoru interpretacji. bo sama nie wiem - traktować to ogólnie, czy były to wynurzenia dotyczące konkretnego przypadku.
nic już nie wiem.
a jeśli ktoś zapyta o podryw, to mogę powiedzieć, że wyszłam z wprawy. oj, tak.
ale... przynajmniej mam przyjaciół.
i to jest piękne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2010
(59)
- ► października (4)

3 komentarze:
Ano piękne^^
i z tym wychodzeniem z wprawy to nie przesadzaj...
nie jedno takie i wieksze wiadro na Ciebie spadnie.
Życie ma to do siebie, że jeśli się jest szczęliwym z wolności to też szczęśliwie się za to obrywa.. ;]
ale... co nas nie zabije to nas wzmocni
wyszlas z wprawy? pfff :P gdybys wyszla z wprawy to ja bym dala rade zasnac xD
Prześlij komentarz