18.30 dnia 16 września wyszłam do Kafocha by podrzucić książki i notatki na językoznawstwo.
20.30 wyszłam od Kafocha
20.40 trafiłam do empiku
20.55 przeczucie kazało mi sprawdzić czy przypadkiem nie ma kogoś znajomego na starym
21.15 wpadłam na B.
21.20 trafiłam do pubu, zaczął się wieczór i straciłam rachubę - zaliczyliśmy gdzieś po drodze maka, bramę, piwo i trafiliśmy do mieszkania Pani M.
1.00 odpaliliśmy "Rekin vs. Orzeł"
8.30 wyszłam od nich, poszłam na tramwaj.
9.30 trafiłam do pracy :D
koło 14.30 zaszłam do Anny i Kafocha... "a ty co robiłaś w nocy?" powitało mnie od progu... dobrą kawę dostałam :D
a że byłam w okolicach Dąbrowskiego to i nawet mamę odwiedziłam... "jaka ty niewyspana... pamiętaj, ze nie masz już wakacji!"
"mam"
"nie"
"mam"
...no i niestety zapomniałam, że mam na sobie moje kochane podarte portki, których ona nie znosi. Siłą zaciągnęła mnie i dokonała zakupu nowych... w sumie nie narzekam :D
jestem tak paskudnie wykończona, że nie ogarniam tego co piszę... cały dzień wszystko było mi obojętne, ale Aluś przyjechał i w pewnym momencie zrobiło nam się taaak miło :D (kilka sekund różnicy, uśmiech ten sam :D). Gorzej, że już poszła i zostawiła mnie z pełnym żołądkiem -.-
:*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2010
(59)
- ► października (4)

1 komentarz:
Bo my mamy najlepszą kawę na Jeżycach :P a tak przy okazji patrz jakie to szczęście że mieszkam tak blisko empiku i starego :P
Prześlij komentarz