Ścisk, pozytywni ludzie, kurz, brud, smród :D
3 dni picia, mała ilość jedzenia i muzyka...
Caliban - taaa, na żywo ekstra :D
Dżem - wreszcie... szkoda, że sama tam stałam, miałam ochotę płakać na końcu...
Guano Apes - nie miałam siły iść na koncert, leżałam w namiocie, piszczałam przy każdym nowym utworze i śpiewałam z Sandrą... chwilami miałam wrażenie, ze ona jedno recytuje a zespół gra drugie.. ale i tak płakałam przy "pretty in scarlet". Cały woodstock czekałam, żeby usłyszeć to :D
Najlepsza była sobota - wino, po którym ludzie udawali triceratopsy, a którym 2 razy całkowicie się zalałam... dzban leśny i piwo. Całą noc biegałam z trzema facetami: koncert The Subways, ogródek piwny, wyłudzone/znalezione jedzenie o 5 rano... mówiłam, że nie potrafię się zaciągać! To była gorąca noc - także dlatego, że w zasadzie cały czas biegałam w koszulce na ramiączkach i chciałam spać na dworze ;p (a poprzednią noc zawijałam się jak tylko mogłam, byle się rozgrzać). Ale przedsionek namiotu też był ok...
"Kusisz, kusisz..."
Trzeci raz w ciągu miesiąca! To ja czy alkohol?
Bagno w głowie -.-
Nie pojechałyśmy nad morze - zalało nas w nocy i stwierdziłyśmy, że przy takiej pogodzie, wyjazd nie ma za bardzo sensu. Wszystkie moje rzeczy były mokre. W glanach też chlupało... A i spaliśmy w ciekawej konfiguracji - nasz namiot stał na stoku, zjeżdżał, a my wraz z nim, moja karimata zaginęła (rano znaleziona :D) i w końcu ułożyliśmy się w poprzek namiotu, bardzo ściśnięci - przynajmniej ciepło było!
Mogłabym zadać sobie pytanie - dlaczego wcześniej tam nie trafiłam, ale za dobrze znam odpowiedź. I żałuję, ze nie potrafiłam postawić na swoim.
Za rok koniecznie powtórka!
:D
(po niedzielnym spaniu na dworze, moje ramiona się buntują - czuję to dopiero teraz, po prysznicu)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2010
(59)
- ► października (4)

1 komentarz:
przezylas, brawo ;)
Prześlij komentarz